Czarne chmury nad prezydenturą Aleksandra Miszalskiego.

Wniosek o referendum w sprawie odwołania prezydenta i rady miasta zebrał 134 tysiące podpisów, tj. 15% mieszkańców Krakowa — i, co warto zaznaczyć, organizatorzy wykorzystali jedynie 43 z 60 dni które mogli wykorzystać na zbieranie podpisów. Datę referendum wyznaczono na 24 maja, i wtedy zapewne Miszalski pożegna się ze swoim stanowiskiem. Choć na pierwszy rzut oka, odwołanie prezydenta miasta, nawet drugiego w kraju, nie jest czymś wartym wielkiej uwagi, o tyle w tym wypadku daje duży wgląd w proces zmiany świadomości, który zachodzi bezobjawowo każdego dnia. 

Gdzie się podziały tamte nadzieje?

Klimat polityczny w Polsce od wyborów parlamentarnych w 2023 roku można określić krótko — rozczarowanie, apatia i brak zaufania. Porażka PiSu, znienawidzonego przez miliony, szczególnie młodych, zapewniła chwilowo ulgę. Dotychczasowa opozycja „demokratyczna” zdążyła rozpalić wielkie oczekiwania, szczególnie w kwestii prawa do aborcji, tak cynicznie wykorzystanego przez Platformę podczas kampanii wyborczej. Czynnikiem decydującym pozostała jednak gospodarka — PiS przepalił możliwości kupienia sobie spokoju społecznego przez transfery socjalne. Stąd, jedyne co mu zostało to opieranie się na reakcyjnych prowokacjach i wojnach kulturowych. Wiele osób miało szczere wrażenie, że sytuacja poprawi się, jeśli tylko nieudolny PiS zastąpi profesjonalna, merytokratyczna władza. Frekwencja na poziomie 74%, najwyższa w historii trzeciej RP świadczy o tym najlepiej. Był to szczytowy moment dla demokratycznych iluzji wśród polskich robotników. 

Po niecałych trzech latach, mało już zostało z oryginalnych nadziei. Sztandarowe 100 obietnic na pierwsze 100 dni nowego rządu były tematem żartów, ale już nikogo więcej nie obchodzą. Dla zwykłego pracującego nie zmieniło się nic — reakcyjną prawicę zastąpiła uśmiechnięta, europejska centroprawica. Stołki ministerstw się zmieniły, ale świat jest jaki był — bo prawdziwe życie nie decyduje się w parlamencie, a w miejscach pracy, gdzie spędzamy jedną trzecią naszego tygodnia byle utrzymać się na wodzie. Otwarte obrzydzenie i szukanie alternatywy zmieniło się w pasywną akceptację stanu rzeczy.

Tak duży odzew ze strony krakowian tym szczególniej zasługuje na uwagę każdego, kto chce zrozumieć moment w którym się znajdujemy. Kraków jest miejscem, które w przeszłości zdecydowanie głosowało przeciw PiSowi, a za Platformą. W ‘24 roku kandydat PiSu nie był w stanie wejść nawet do drugiej tury w wyborach na prezydenta miasta. W wyborach prezydenckich z ‘25 Trzaskowski dostał tu blisko ⅔ głosów. Teraz gremialnie Kraków odrzuca tę skompromitowaną zgraję, która stanowi twarz codziennych ataków na nasze warunki życia.

Czemu referendum trafiło na żyzny grunt?

O ile Polska gospodarka wciąż teoretycznie rośnie, coraz mniej osób załapuje się na zyskiwanie z tego wzrostu. Kraków, przez swoją specyfikę, jest jednym z miejsc, gdzie dominuje raczej zastój i obawa o jutro. W zeszłym roku przez Kraków przeszła fala zwolnień grupowych — ponad 4 tysięcy etatów było zlikwidowanych w samym zeszłym roku. Większość firm w Krakowie zajmuje się usługami dla korporacji zza granicy — IT, księgowość, call center, wszystko oczywiście żeby zaoszczędzić na płaceniu pracownikom u siebie. Z tego powodu dotyka Polskę zastój gospodarek zachodnich, które zwyczajnie nie muszą już outsourcować tak dużo stanowisk pracy.

Z jednej strony kapitaliści, z drugiej władze miasta robią co mogą, aby wycisnąć z nas ile się da. Z tej właśnie strony dwie kwestie najbardziej zwracają uwagę: podwyżka cen biletów i Strefa Czystego Powietrza. Ceny biletów w Krakowie od lat są jednymi z najwyższych w całej Polsce, a od początku marca jeszcze bardziej podrożały. Starczy powiedzieć, że za 4 złote w Warszawie kupić można bilet na 75 minut, w Krakowie jedynie na 15 minut. 

Równolegle z większymi kosztami komunikacji zbiorowej, drożeje też  jazda własnym autem. Już w pierwszym miesiącu funkcjonowania SCT, miasto zebrało z opłat 4 miliony złotych. Ta liczba będzie zapewne tylko rosnąć, w miarę jak zbieranie opłat będzie bardziej uszczelnione. Wszystko w imię ratunku przed smogiem, ekologii i wszystkiego innego drogiego ludzkości… ale mało kto  daje się nabrać — zielone podatki to wciąż podatki. Tego rodzaju opłaty, które uderzają w zwykłych robotników zamiast w zyski kapitalistów, którzy są winni katastrofie klimatycznej, jedyne do czego prowadzą to wepchnięcia sekcji klasy robotniczej w ręce reakcyjnych demagogów zaprzeczających zmianom klimatu i tworzących wojnę kulturową przeciw wszystkiemu co „zielone”. Gdy coraz mniej młodych osób ma mieszkanie na własność, własne auto jest szczytem tego, co możemy mieć prawdziwie na własność, różne reakcyjne tendencje krzyczące o „eko-socjalizmie”, w którym państwo pozbawi wszystkich własności, rzeczywiście trafiają na podatny grunt. Oczywiście, robotnicy coraz bardziej są pozbawieni własności — zamiast aut i mieszkań na własność, musimy płacić za każdą usługę kapitaliście. Ale to nie wynik wielkiego spisku globalistów, tylko naturalny element kapitalizmu w kryzysie!

Wszystkie te podwyżki to desperacka próba łatania dziury budżetowej. Kraków jest najbardziej zadłużonym miastem w Polsce, i nic nie świadczy o nadejściu jakiejś poprawy. Rolę gra tu też charakterystyka Krakowa — jest miastem studenckim, wojewódzkim, turystycznym, stąd wymaga dużych kosztów utrzymania. Trudno oskarżyć samorząd Krakowa o nadmierną kompetencje, patrząc na remonty blokujące całe miasto średnio raz do roku. Jednak logika kapitalizmu jest nieubłagana — jeśli brakuje pieniędzy, trzeba je zyskać poprzez cięcia wydatków i wyższe podatki. Cenę, jak zawsze, zapłacić muszą robotnicy. 

Zwiastun politycznych kryzysów

Patrząc na to wszystko, nie sposób zazdrościć Miszalskiemu tego w jakiej znajduje się pozycji. Ludzie mają dosyć administracji, którą utożsamiają z ich codziennymi problemami. Te codzienne rozczarowania stopniowo prowadzą ludzi do wniosku, że nie mogą dłużej znosić aktualnego stanu rzeczy. W miarę jak coraz kolejne próby zmiany systemu nie przynoszą skutków, coraz jaśniej wysuwa się kwestia rewolucji, która jest jedynym prawdziwym rozwiązaniem. 

Oczywiście, nie mówimy na tym etapie o rewolucyjnej świadomości u zwolenników referendum. Zawsze trzeba zachować poprawne proporcje zjawisk. Widzimy jednak rosnące niezadowolenie szukające wyrazu. Natomiast z racji, że największe zmiany polityczne w najbliższej pamięci rzeczywiście osiągnięto w ramach burżuazyjnej demokracji, niezależnie od tego jak płytkie te zmiany się okazały, to te metody burżuazyjnej demokracji, najbardziej oczywiste i najłatwiej dostępne, wciąż dają iluzję, że nasz udział może coś zmienić. Bez wątpienia, udało się zebrać tak wiele podpisów przez to, że akcja nie jest powiązana formalnie z żadną partią. Oczywiście, znikąd nie wyczaruje się środków na plakaty i osoby zbierające podpisy — trzeba dużej naiwności żeby założyć, że żaden większy gracz nie ma udziału w całej sprawie. Tym bardziej zauważalna jest właśnie względna cisza, jaką przeciwnicy Miszalskiego zachowują.

To jest jeden z najważniejszych elementów całej akcji referendum — nie jest dla większości powiedzeniem się za przeciwnikami Miszalskiego, a przeciw stanowi rzeczy, który on reprezentuje. Organizatorzy zdecydowanie zdają sobie z tego sprawę, i świadomie, bardzo skrupulatnie, unikają jakichkolwiek partyjnych powiązań. W ten sposób, gniew klasy robotniczej, któremu towarzyszy zdrowy sceptycyzm wobec wszystkich opcji politycznych, jest wykorzystywany przez jedne partie burżuazji do zwalczania drugich. 

Dopóki robotnicy ograniczają się do pasywnego poparcia referendum, politycy burżuazyjni będą w stanie osiągać zwycięstwa między sobą, opierając się na robotnikach. Jednak w momencie, gdy robotnicy zamiast wyrzucić jednego z nich zdecydują że trzeba usunąć każdego jednego klakiera bogatych — cała ich gra jest skończona. 

Pozostaje kwestia — jakie stanowisko przyjmują marksiści wobec referendum? Nie ma wątpienia, że jest elementem rozgrywek wewnątrz burżuazyjnej polityki. Nie mamy też wątpliwości, że problemy które doprowadziły do referendum nie znikną. Jednak każdy ruch klasy robotniczej na rzecz poprawienia jej bytu zasługuje na nasze poparcie — niezależnie od niedojrzałego politycznie charakteru. Rewolucja nie spada z nieba, uformowana i dojrzała, a jest wynikiem lat, czy dekad, prób i rozczarowań.

Miszalski jest burżuazyjnym politykiem, naszym przeciwnikiem. Z tego powodu, zdecydowanie popieramy odwołanie tak jego, jak całej rady Krakowa. Zachęcamy do głosowania za odwołaniem ich, jednak z tym zaznaczeniem — dopóki Miszalskiego nie zastąpi zorganizowana klasa robotnicza, te same problemy które mamy dziś, będą tak samo jutro. 

Wykopmy ich wszystkich — najpierw Miszalskiego, potem resztę kapitalistów!