Wybory prezydenckie 2025 roku — marksistowska pozycja

Już w tę niedzielę będziemy mieli okazję wybrać, który z reprezentantów burżuazji przeniesie się do Belwederu. Żadna partia kapitału nie jest na tyle silna, żeby rządzić dziś samodzielnie — wszystkie chcą zdobyć przewagę prezydenckiego veta które pozwoli rozkładać karty całej reszcie.

Przedwyborcze kampanie i debaty skutecznie pokazały co kryje się za całą polityczną szopką — przepychanka o to który reprezentant bogaczy i deweloperów będzie miał zaszczyt podpisywać ustawy za 20 tysięcy złotych miesięcznie. Zamiast kolejnego aktu dramatu o obronę demokracji, wyszła groteskowa komedia ze szczególnie brzydką obsadą.

Wszystkie wybory w burżuazyjnej demokracji ograniczają się ostatecznie do tego, który reprezentant kapitalistów będzie dbał o ich wspólne interesy. Prawdziwa władza w społeczeństwie nie znajduje się w sejmie czy Belwederze — jest w bankach i firmach. Dopóki rządzą nimi bogacze, nie ma mowy o żadnej demokracji.

Z punktu widzenia robotników, te wybory prezydenckie nie mają najmniejszego znaczenia. Nie ważne który z kandydatów wygra, wyzysk naszej klasy utrzyma się w tej czy innej formie. Prawdziwy wybór przed którym stoimy, to czy będziemy akceptować świat jaki urządzają nam bogacze, czy zamierzamy go zmienić.

Druga tura — co się stało i jak pokonać prawicę?

Wyniki pierwszej tury wyborów wstrząsnęły całą sceną polityczną. Liberalne skrzydło burżuazji w popłochu stara się zmobilizować wszystkie siły, żeby zapewnić Trzaskowskiemu zwycięstwo w drugiej turze. Żeby przekonać robotników używają stałych haseł o nadciągającym faszyzmie i obronie demokracji. Ale co rzeczywiście kryje się za wynikami wyborów?

Szokujący wynik Mentzena i Brauna wstrząsnął wieloma robotnikami, studentami i uczniami, którzy obawiają się wzrostu w siłę skrajnej prawicy. Musimy mieć jednak poczucie proporcji. Pierwsza tura ujawniła przede wszystkim utratę zaufania w koalicję „demokratów” pod wodzą Platformy. W porównaniu z wyborami parlamentarnymi partie rządowe straciły ponad trzy i pół miliona głosów.

Razem, obaj kandydaci z Konfederacji zyskali za to dwa i pół miliona więcej głosów. Nigdy wcześniej Konfederacja nie była nawet blisko tego wyniku. Jakie jest tego wytłumaczenie? Do stałego, reakcyjnego zaplecza Konfederacji dołączyli ludzie nieufni wobec całego duopolu, mający dość wszystkich głównych partii burżuazyjnych. Ich głos był w głównej mierze głosem sprzeciwu wobec zgniłego establishmentu kapitalistycznej polityki.

Konfederacja od całego tego establishmentu przejęła wszystkie przywary — reakcyjny konserwatyzm, homofobię, dziki liberalizm — i pociągnęła do skrajności. Mimo to udało jej się postawić na pozycji wojownika ze starym skompromitowanym systemem. Czy świadczy to o wzroście skrajnej prawicy? W sferze elektoralnej tak, widzimy w tym momencie jej wzmocnienie. Nie ma jednak stabilnej podstawy do przejęcia władzy, musiałaby do tego wplątać się w system który starają się atakować. Każde jej zwycięstwo będzie okupione kontrofensywą młodzieży i robotników na znienawidzonego, reakcyjnego potworka.

Było to możliwe tylko i wyłącznie dzięki politycznej próżni, której nie była w stanie wypełnić skompromitowana lewica. Partia Razem zdecydowała się oderwać od coraz bardziej cuchnącej koalicji rządzącej, jednak lata kompromisów i chowania głowy w piasek zabrało jej wiarygodność.

Liberałowie wołają o walce z faszyzmem, jednak to oni sami stworzyli grunt pod wzrost Konfederacji. Kiedy Mentzen i Braun docierają do ludzi straszeniem imigrantami znad białoruskiej granicy, to tylko dlatego, że koalicja „demokratów” od lat za punkt honoru bierze blokowanie granicy lepiej od PiSu. Zwrot na prawo w polskiej polityce jest podyktowany tym, że każda partia polskiego kapitału, wspólnie z reformistami, jednym głosem stoi dziś „murem za polskim mundurem”, za zbrojeniami, za „jednością narodową”, za przygotowaniem do wojny.

Platforma straszy dziś Konfederacją, jednak jutro będą gotowi dogadać się z nimi i wspólnie rządzić. Ostatecznie, obie partie reprezentują polskich kapitalistów. Nie możemy pokonać skrajnej prawicy poprzez porzucenie politycznej niezależności i podporządkowanie się liberałom.

Tylko klasowa polityka jest w stanie obnażyć prawdziwą naturę wszystkich reakcyjnych partii, które stawiają się za reprezentantów robotników. Musimy dać jasną odpowiedź na kryzys — to nie imigranci czy mniejszości są winne naszym problemom, a system kapitalistyczny i wszystkie partie które go reprezentują! Potrzebujemy rewolucyjnej, klasowej alternatywy która będzie głosem wszystkich zawiedzionych kapitalizmem. Buduj ją razem z nami — dołącz do Marksistów!