Author: krakowskizm@gmail.com

  • Stanowisko w solidarności z rewolucją Kubańską

    Stanowisko w solidarności z rewolucją Kubańską

    10 września nasza organizacja jednogłośnie przyjęła poniższy dokument w ramach solidarności z rewolucją Kubańską. Przekazaliśmy go do Związku Młodych Komunistów Kuby jako wyraz naszego wsparcia dla kubańskich robotników w ich walce z amerykańską agresją. Walka o niepodległość Kuby jest walką o wyzwolenie nas samych — spod tego samego ucisku amerykańskiego imperializmu. Uważamy, że nasza solidarność nie może kończyć się na słowach, i jesteśmy otwarci na wspólne działanie z innymi organizacjami robotniczymi w ramach sprzeciwu wobec amerykańskiej agresji i blokady.

    Do Związku Młodych Komunistów Kuby,

    Towarzysze!

    My, młodzi polscy komuniści, zorganizowani w Krakowskim Związku Marksistów, chcemy wyrazić naszą międzynarodową solidarność z waszym krajem, który jest ofiarą zajadłej, imperialistycznej ofensywy rozpętanej przez amerykańską klasę kapitalistów, kierowaną przez administrację Trumpa. Obłąkani rządzący USA postrzegają cały świat jako swój plac zabaw, a robotników i ciemiężone masy świata jako swoje pionki, niezasługujące na nic poza pogardą i zniewoleniem. Jak wielokrotnie pokazały ich działania — nie zatrzymają się na żadnym konkretnym kraju. Po tym, jak pokonali Wenezuelę, rzucili się w dalsze awantury przeciwko Kubie i Iranowi. Jeśli powiedzie się im w tych krajach — będą dążyć do dalszych krwawych interwencji. Ich rząd będzie chciał jeszcze bardziej zmiażdżyć każdą opozycję w Ameryce Łacińskiej, którą uważa za należną sobie część świata.

    Administracja Trumpa głośno mówi o przywróceniu doktryny Monroe’a. Amerykanie zdali sobie sprawę, że nie mogą już kontrolować całej półkuli zachodniej samymi naciskami ekonomicznymi i „miękkimi”, ponieważ ich gospodarka przegrała w konkurencji z zagranicznymi rywalami. Chcą zapewnić sobie odnowioną, całkowitą dominację nad obiema Amerykami, poprzez szantaż ekonomiczny i siłę militarną, jeśli będzie to konieczne. To ruch charakterystyczny dla upadającej potęgi imperialistycznej, która zdaje sobie sprawę, że nie może już utrzymać świata, i musi zadowolić się „tylko” jego częścią. 

    Lecz fundamentalnym powodem, dla którego amerykańska burżuazja chce zniszczyć kubańską rewolucję, nie jest jedynie odzyskanie jej rynku i zasobów ekonomicznych. Oba skrzydła amerykańskich bogaczy, klasy Epsteina, która rządzi przez swoje dwie partie, są nieprzejednanymi wrogami socjalizmu i emancypacji uciskanych narodów. Jedno skrzydło mówi o demokracji i prawach człowieka, podczas gdy drugie otwarcie mówi o „Uczynieniu Ameryki Ponownie Wielką”, o zapewnieniu, że „interesy narodowe” (to znaczy: interesy amerykańskich bogaczy) są respektowane, bez żadnych pozorów humanizmu i demokracji.

    Kubańska rewolucja stanowi zagrożenie dla dyktatury amerykańskich bogaczy nad ich własnymi robotnikami. Nie poprzez terroryzm czy szpiegostwo, jak twierdzą ci paranoiczni słudzy kapitału, lecz poprzez przykład tego, do czego zdolna jest uspołeczniona gospodarka, mimo ciągłego amerykańskiego sabotażu. W Ameryce, która jest najbogatszym krajem świata, robotnikom i młodzieży nie zapewnia się żadnego podstawowego poziomu opieki zdrowotnej czy uniwersyteckiej edukacji. Większość Amerykanów pozostaje na łasce pasożytniczych firm ubezpieczeniowych lub innych wierzycieli, którzy obciążają studentów długiem na całe życie. W miarę jak kryzys amerykańskiego i światowego kapitalizmu staje się coraz bardziej ostry i przewlekły, coraz więcej ludzi szuka odpowiedzi. I tuż obok Florydy widzą przykład kraju, który zniósł rządy kapitalistów i pokazał, co można osiągnąć, jeśli bogactwa i własność bogaczy zostaną przeznaczone na dobro wszystkich – darmowa i powszechna opieka zdrowotna na poziomie najbogatszych krajów kapitalistycznych, i znacznie przewyższająca wszystko, co służalczy, kapitalistyczni klakierzy Waszyngtonu kiedykolwiek zapewnili na Karaibach i w całej Ameryce Łacińskiej. Ten jeden fakt jest  źródłem zakłopotania dla bogaczy i źródłem sympatii i poparcia dla ubogich. Poziom nienawiści, jaką amerykańscy robotnicy czują do swojego systemu, najlepiej pokazuje sympatia, jaką zwykli Amerykanie obdarzyli Luigiego Mangione, zdając sobie sprawę, kto jest prawdziwym przestępcą — amerykańscy bogacze, którzy odmawiają zwykłym Amerykanom podstawowej opieki zdrowotnej, którzy przewodniczą temu legalnemu, społecznemu morderstwu tysięcy w Ameryce, a jeszcze więcej na całym świecie.

    To jest przyczyna całego szumu wokół komunistycznego odrodzenia w Ameryce i odnowionego parcia do zniszczenia kubańskiego przykładu. Już teraz w Ameryce jedno na troje młodych ludzi otwarcie deklaruje sympatię do komunizmu. Gdy zarówno ruch MAGA, jak i liberałowie pokazują, że są niezdolni do rozwiązania najbardziej podstawowych żądań amerykańskiej klasy robotniczej, amerykańscy robotnicy coraz bardziej dochodzą do wniosku, że cały system musi odejść, i że to oni muszą rządzić. Nie bogata klika przyjaciół Epsteina, lecz wszyscy ludzie pracy, wykorzystujący naszą wspólną siłę dla rozwoju całej ludzkości. Amerykańscy bogacze nie boją się tysiąca kolejnych Luigich — boją się, że niezorganizowane tysiące Amerykanów zjednoczą się i posprzątają we własnym domu.

    Jesteśmy pewni, że nieustająca kampania amerykańskich imperialistów wytworzyła u niektórych Kubańczyków poczucie, że jakiekolwiek porozumienie jest konieczne, by zapewnić powrót dostaw ropy i normalność na wyspie. Musimy was ostrzec, wskazując na nasz historyczny przykład, co jest stawką w obecnym momencie. Polska klasa robotnicza, jak również robotnicy innych krajów Europy Wschodniej, doświadczyli upadku naszych uspołecznionych gospodarek w latach 90., gdy wielu czuło, że wszystko jest lepsze od kryzysu lat 80. — co nastąpiło, to era masowego bezrobocia, grabieży gospodarki narodowej przez zachodnią burżuazję wraz z odrodzoną lokalną burżuazją, zajadła reakcja, która zadała historyczne ciosy statusowi kobiet, którego do dziś nie udało się odzyskać. Z kraju, do którego kobiety ze Szwecji podróżowały, by dokonać aborcji, nasz kraj stał się takim, gdzie kobiety mogą umrzeć w szpitalach, ponieważ lekarze boją się przeprowadzić aborcję obumierających płodów, skazując ich matki na sepsę. Polska klasa rządząca stała się pieskiem na smyczy amerykańskiego imperializmu, czołowym liderem natowskiego machania szabelką i remilitaryzacji na wschodniej flance. Nasz kraj, który pozostaje relatywnie zdrowy gospodarczo, już w zeszłym roku nie był w stanie obsługiwać naszego systemu opieki zdrowotnej. Budżet wydaje tak dużo na wojskowy sprzęt do niszczenia i mordowania, że w kilku regionach przez jeden, dwa, trzy miesiące szpitale odwoływały wszystkie operacje poza najbardziej ratującymi życie, z powodu braku pieniędzy. I to pełne 35 lat po powrocie kapitalizmu. Jakikolwiek powrót kapitalizmu na Kubę byłby katastrofą humanitarną bez precedensu.

    Lecz światowy układ sił jest na naszą korzyść — na korzyść pracujących, uciśnionych i ubogich świata. System kapitalistyczny chyli się ku upadkowi. Nie ma żadnego wyjścia ze swojego kryzysu i może teraz jedynie prowadzić do rozrywania świata między gangi bogaczy konkurujących ze sobą o podział łupów. Ich system nie ma przyszłości, i coraz więcej ludzi zdaje sobie z tego sprawę, na całym świecie. Prawie coroczne społeczne eksplozje w świecie kapitalistycznym — rewolucje, strajki generalne, ruchy masowe — wszystkie są oznakami masowego powrotu klasy robotniczej na scenę historii. Kapitaliści walczą o przegraną sprawę, dla której nie ma zwycięstwa. Mogą jedynie przedłużać agonalną śmierć swojego systemu i próbować pociągnąć za sobą resztę ludzkości.

    Trwający atak na Kubę jest pojedynczą bitwą w globalnej walce naszej klasy przeciwko wyzyskiwaczom. Amerykańscy bogacze marzą o zmiażdżeniu jasnego przykładu tego, co socjalizm może osiągnąć, w nadziei, że uda im się wypędzić widmo komunizmu nawiedzające ich gnijący świat. Klęska kubańskiej rewolucji byłaby ciosem dla robotników i młodzieży świata w naszej walce o wyzwolenie. Klęska amerykańskiego imperializmu, która musi koniecznie nadejść z rąk samych robotników lub rządów działających pod naszym naciskiem, będzie wielkim zwycięstwem całej światowej klasy robotniczej. Już strajk generalny dla Gazy we Włoszech pokazał ogromny potencjał jaki leży w naszych rękach. To, czego dyplomacja ONZ nie mogła osiągnąć w 2 lata, włoscy robotnicy, którzy zainspirowali pracujących ludzi świata, osiągnęli w 24 godziny strajku. Tak samo jest teraz. Jedynym ratunkiem dla kubańskiej rewolucji może być siła robotników w innych krajach.

    Klasa kapitalistów prowadzi cały świat w historyczny kryzys. Katastrofa klimatyczna, do której prowadzą prawa kapitalizmu, masowy głód i ubóstwo pośród obfitości, którą nasz gatunek jest zdolny produkować, masowe zbrojenia i wojny, które pojawiły się ponownie i pchają kraj po kraju w barbarzyństwo i rozlew krwi. To jest przyszłość, którą tworzy nam klasa kapitalistów. Wszyscy musimy być świadomi stawki o jaką toczy się walka. Albo klasa robotnicza świata zdoła znieść kapitalizm, albo kapitaliści cofną nas do epoki kamienia. W tej monumentalnej walce pracujący świata mogą liczyć tylko na siebie. Lecz gdy klasa robotnicza zorganizuje się, stanie się świadoma swojej siły i wreszcie ruszy do działania — będzie niepowstrzymanym kolosem, którego nie zatrzyma żadna armia, żadna policja świata. Przed nami dwie drogi – albo ta do ruiny, albo ta do świata socjalizmu. O wiele pilniejsze niż kiedykolwiek w historii muszą wybrzmieć dla dzisiejszych komunistów słowa Róży Luksemburg: „Socjalizm albo barbarzyństwo — innej drogi nie ma!”

    • Precz z imperializmem USA!
    • Precz z klasą Epsteina!
    • Ręce precz od Kuby!
    • Niech żyje rewolucja Kubańska!
    • Niech żyje światowa rewolucja!
    • Proletariusze wszystkich krajów, łączcie się! 
  • Referendum otwarło puszkę pandory — kto od Miszalskiego przejmie zatrutą czarę?

    Referendum otwarło puszkę pandory — kto od Miszalskiego przejmie zatrutą czarę?

    Odwołanie Miszalskiego spowodowało falę entuzjazmu wśród prawicowych polityków — już zwiastowali nadejście fali, która obali w innych miastach lokalnych polityków KO, i swój rychły powrót do władzy. Już ostrzyli zęby na posadki w Krakowie. Jednak wybory prezydenckie, które odbędą się za tydzień wcale nie zapowiadają prawicowego powrotu, ani nawet nie zapowiadają jakiegokolwiek entuzjazmu. Krakowianie, którzy w dużej liczbie poszli odwołać Miszalskiego, nie mają zaufania do żadnego z reprezentantów polityki kapitalistycznej. W większości, wybory nie budzą żadnego entuzjazmu. Jako marksiści musimy przyjrzeć się temu procesowi, który został rozpoczęty przez referendum odwołujące Miszalskiego, i odpowiedzieć — co to wszystko mówi o stanie walki klas w Polsce?

    Zero entuzjazmu dla następców

    Ósmego września oficjalnie opublikowano listę kandydatów, którzy zakwalifikowali się do wyborów. Jest ich ósemka. Kilku kandydatów albo nie było w stanie uzbierać wystarczającej liczby podpisów do startu (jak Bocheńczak z Konfederacji), albo byli niebezpiecznie blisko progu (jak Daria Gosek-Popiołek, Sławomir Pietrzyk czy Łukasz Gibała, który na ostatnią chwilę musiał dozbierać kolejną partię podpisów). Przypomnijmy — pod wnioskiem o referendum odwołującym Miszalskiego i radę miasta podpisało się 134 tysiące osób, w 43 z dostępnych 60 dni. Do zarejestrowania kandydata potrzebne było jedynie 5 tysięcy podpisów. Jeżeli każda osoba popierająca referendum poparłaby nawet jednego kandydata, mogłoby bez problemu starczyć podpisów dla 26 różnych komitetów. Tymczasem nawet tak duże partie jak Konfederacja czy Nowa Lewica miały problem z zebraniem minimum podpisów.

    Krótko ujmując — krakowiacy byli o wiele bardziej entuzjastycznie nastawieni do odwołania starego prezydenta, niż do jakiegokolwiek z obecnych kandydatów. Taka dynamika jest zupełnie naturalna w okresach budzenia się klasy robotniczej. Większość ludzi nie idzie na protest, wybory, czy nawet rewolucję z gotowym planem co trzeba zrobić, a z poczuciem, że nie da się trzymać rzeczy w takim stanie, w jakim są. Ludzie odwołali Miszalskiego bo czuli, że nie mogą pozwolić aby taka sytuacja jaka jest trwała dalej. Ale nie pojawiła się żadna alternatywa. 

    Grupom które stały za referendum udało się zwolnić jedną posadkę, opierając się wyjątkowo na poparciu pracujących, ale sami nie mają nic innego do zaoferowania, niż kontynuowanie tego samego systemu. Tym samym otwarły jednak puszkę pandory — wszyscy robotnicy będą mieli w pamięci to, że mogą organizować się w walce przeciw najgorszym przedstawicielom systemu. Nie jesteśmy przeciwnikami wyborów, jednak muszą one służyć jako narzędzie walki klasy robotniczej o jej interesy. Od wygranych przez obecnie rządzących partii wyborów, widać wśród polskich robotników dwa uczucia — z jednej strony chęć wykorzystania wyborów do ukarania antyrobotniczej władzy i wywalczenia sobie nieco lepszego rządu, a z drugiej strony coraz mniejszy entuzjazm i gasnące iluzje co do możliwości osiągnięcia prawdziwej zmiany przez wybory. Wobec małej liczby kandydatów, pochylimy się nad większością z nich żeby przybliżyć jaki „wybór” mają przed sobą krakowscy robotnicy.

    Gibała — do czterech razy sztuka?

    Po raz kolejny faworytem na razie wydaje się Łukasz Gibała. Aby podsumować karierę polityczną wiecznego kandydata wystarczy jedno słowo — kameleon, Synalek burżuja, który od parunastu lat działa jako zawodowy politykier, od lat współpracuje z Klubem Jagiellońskim, odszedł z Platformy do Palikota w proteście wobec tego, że PO odeszła od „wartości obywatelskich i wolnorynkowych”, dalej w wyborach z 2024 roku wszedł w wyborczy alians z Nową Lewicą i Razem. Przedstawia się jako człowiek spoza starego układu który narósł wokół Majchrowskiego gdy rządził przez 22 lata. Rzeczywiście jest spoza tego układu, i nie jest to żadną teorią spiskową że to właśnie stara klika deweloperów i innych burżujów i lokalnych magnatów zasiedziałych w strukturach administracji walnie przyczyniła się do jego porażki. Bez wątpienia buduje to jego pozycję jako czempiona zwykłych ludzi. Ale nowa głowa układu, albo nawet nowy układ, nie zmienia w praktyce nic, dopóki system pozostaje taki sam. Nawet jeśli miasto zaczęłoby działać według zasad wewnętrznej merytokracji i przestało rozdawać urzędy w spółkach jako łup wyborczy (co jest powszechnie przyjętym standardem wśród kapitalistycznych partii), czy zmieniłoby to fundamentalnie cokolwiek? Nie — dopóki system pozostaje taki sam, można jedynie bawić się w jego pudrowanie albo zmianę pomniejszych szczególików. 

    Piątkowska — krakowskie przymiarki do krajowej koalicji

    Partyjnym następcą kandydatury Miszalskiego ma być Monika Piątkowska, kolejna przykładna polityczka obrotowa — zdążyła już kandydować z list SLD, PSL, PO, po drodze zasiadała w partii Hołowni z której odeszła, gdy wiatry przestały wiać w żagle. Dziś będzie startować ze wspólnym poparciem PSL i PO. Jest jeden ważny element tej kandydatury — ewidentnie widać w tym przymiarki do wspólnej listy dla obu partii w wyborach parlamentarnych. PSL ma od dawna przerośniętą wagę w polskiej polityce, najpierw jako partia-koalicjant dla wszystkich pozostałych, po wyborach z 2023 roku z racji niesamowicie dobrych wyników w koalicji z Hołownią. Dzięki temu Kosiniak-Kamysz wywalczył sobie tekę ministra obrony narodowej i wicepremiera. Ale przerośnięta rola PSLu ma też inne źródło: po pierwsze chorobliwa anty lewicowość Platformy, która z dwojga sojuszników zawsze wybierze PSL zamiast służalczej i irytującej Lewicy, która niestety musi rytualnie wytykać Tuskowi brak postępów dla odegrania swojej roli jako „lewego” skrzydła koalicji business-as-usual. Po drugie, PSL jest przerośniętą machiną, wciąż jest największą partią w Polsce. Brakuje solidnych liczb, ale jeszcze w 2023 roku miała 73 tysięcy członków w całym kraju. Platforma jest liczebnie słabsza, i nie ma praktycznie obecności na wsiach. Tusk nie może sobie pozwolić aby głosy na PSL przepadły, i chce wciągnąć już solidnie wszystkie lokalne struktury w swój własny układzik. Bardzo możliwe, że Piątkowska wygra wybory, i ta wygrana byłaby tylko kontynuacją polityki letniej wody w kranie, jaką Platforma prowadzi w całym kraju. Jej wynik wyborczy będzie mówił nam jedno — jak głęboko upadło poparcie dla Platformy odkąd zaczęła rządzić.

    Jan Hoffman — referendalny zbawiciel

    Bodaj najzabawniejszym przypadkiem jest Jan Hoffman, jeden z liderów referendum które odwołało Miszalskiego. Referendum, które celowo odgradzało się od wszystkich partii po to, aby bezpiecznie móc zgromadzić cały gniew wobec obecnej sytuacji bez przywiązania się do żadnego bagażu. Co robi lider referendum, który odżegnywał się od oskarżeń o polityczne powiązania, o to że referendum ma tylko zwolnić stołki dla nowych kandydatów? Kandyduje na miejsce które dopiero co zwolnił. Takie cyniczne zagrywki pokazują wszystkim jasno, że od samego początku była to tylko cyniczna zagrywka. Jak każdy inny kapitalistyczny polityk, Hoffman oparł się na gniewie robotników aby pokonać jednego przeciwnika, i utorować sobie samemu drogę do władzy.. Ludzie dobrze o tym pamiętają, i nie bez powodu ciągle znajduje się poza podium. Być może uda mu się osiągnąć przyzwoity wynik, jednak tylko i wyłącznie z powodu miałkości innych kandydatów. 

    Bocheńczak i Klimek — czy lewica ma powody do radości?

    Najgłośniejszym chyba wydarzeniem związanym z wyborami jest to, że kandydat Konfederacji nie osiągnął wystarczającej liczby podpisów i nie wystartuje. Fala radości przelała się wśród lewicowych partii i polityków — tylko czy słusznie? Lewica regularnie straszy wizją powrotu faszyzmu, wtórując a nawet przekrzykując liberałów w tym temacie. Zupełnie nie zgadzamy się z tą analizą, ale zakładając rzeczywiste zagrożenie faszyzmem — czy jedno elektoralne potknięcie ma być znakiem do demobilizacji, świętowania i tracenia czujności? Jeśli rzeczywiście koledzy z parlamentarnej lewicy wierzą w to zagrożenie, to nie powinni pozwalać na to, żeby to jedno potknięcie służyło zmniejszeniu czujności wobec tego zagrożenia, a sami się do tego przyczyniają. I przede wszystkim — jeśli to zagrożenie faszyzmu, przywoływane co drugie słowo, mamy brać na poważnie i rzeczywiście bronić się przed pojawiającymi się okresowo prawicowymi prowokacjami i pogromowymi awanturami, to nie możemy pokładać iluzji w siłę wyborów, a musimy jasno deklarować, że tylko mobilizacja robotników i młodzieży może pokonać faszyzm.

    Po drugie, jeden konfederacki kandydat odpadł, ale startuje drugi — przedstawiciel partii Brauna, jeszcze bardziej radykalny i prawicowy. Czy rzeczywiście są powody do świętowania w sytuacji, gdy obie Konfederacje zbiorą wyborców pod jednym kandydatem, do tego tym skrajniejszym? Porażka Bocheńczaka może i jest dla nas zabawna a dla Konfederacji kompromitująca, ale czy wzmocnienie skrajnej prawicy w postaci Klimka jest jakkolwiek warte świętowania?

    Lewicowe trio — czy ktokolwiek ma rozwiązania dla pracowników?

    Przeszliśmy pokrótce przez większość kandydatów o których warto jest coś wspomnieć. Jednak jako lewicowa organizacja najwięcej słów krytyki i analizy zachowamy dla tych, którzy przedstawiają się jako lewica. Trójka lewicowych kandydatów będzie startować w tych wyborach. Czy ktokolwiek z nich jest warty naszego głosu?
    Zacznijmy od najmniej znanego kandydata — Sławomir Pietrzyk z Socjaldemokracji Polskiej. Czy dla osób które nie chcą głosować ani na Nową Lewicę ani Razem nagle pojawił się zbawca? Uspokajamy — partia Pietrzyka startowała razem z Nową Lewicą i Razem w 2023 roku, w 2025 poparła Monikę Piątkowską w wyborach uzupełniających do senatu, w sprawie referendum nawoływała do bojkotu broniąc tym samym Miszalskiego. Dodatkowo, sam Pietrzyk w latach 2010-22 był wiceprzewodniczącym rady miasta przy Majchrowskim. Jego kandydatura służy jedynie wskrzeszeniu karier politycznych garstki aktywistów jego partii.

    Daria Gosek-Popiołek, była polityczka Razem która wybrała wasalną służalczość wobec Tuska zamiast prób jakiejkolwiek walki o samodzielność polityczną lewicy, kandyduje z kontynuacją tego właśnie celu — przykrycie Razem aby usunąć jakiekolwiek zagrożenie może być z lewej flanki dla Platformy. Samo to powinno być wystarczającym argumentem dla każdego lewicowca, nawet socjaldemokraty, przeciw głosowaniu na tę agentkę Tuska wśród lewicy. Jej program nie zasługuje na żadną większą uwagę, bo jej rolą jest utrzymanie robotników na smyczy liberałów.

    Kandydatura Aleksandry Owcy jest jedyną, który jako marksiści możemy podjąć na poważnie. Partia Razem przez lata współpracowała z prawicą reformizmu, przyspawaną do Tuska, jednak rosnąca niechęć do rządu popchnęła Razem do niezależności. Nie mamy żadnych wątpliwości, że gdyby fortuny były lepsze siedzieliby wciąż w koalicji. Jednak niezależnie od przyczyn, cieszymy się z nowo znalezionej odwagi naszych reformistów. Razem niewątpliwie oferuje najlepszy program dla robotników jaki padł w tych wyborach. Rzeczy, o których w swojej kampanii rzeczywiście dotykają problemów naszej klasy — masowe zwolnienia, dominacja kamieniczników którzy domagają się czynszów wartych większość naszych wypłat, używanie aparatu państwa jako źródła łupów dla partyjnych ziomków etc. Program Razem jest typowym reformizmem, dodalibyśmy — miałkim, ostrożnym reformizmem. Wsparcie prawne dla zwalnianych pracowników, podatki od pustostanu, płatne staże organizowane przez samorząd, wszystko byłoby zdecydowanie lepsze od pozostawienia całości rynkowi. Nie dziwi nas w żaden sposób to, że część lewicowców wiąże z nią nadzieje, albo woli zagłosować zamiast bojkotować wybory. Jednak jako marksiści musimy mówić jasno — to wszystko to za mało żeby rozwiązać problemy naszej klasy. Wszystkie te miałkie polityki to plasterek przylepiony na złamanie otwarte. Reformiści powiedzą — tak, ale samorząd nie ma wiele władzy, więc nie możemy obiecywać więcej. Oczywiście że nie ma — ale robotnicza partia nie może używać wyborów i tym bardziej lokalnej władzy jako celu samego w sobie! Szczególnie wybory w których, bądźmy szczerzy, Razem nie ma szansy na zwycięstwo, należy wykorzystać właśnie po to, aby dotrzeć z lewicowym programem do szerszej ilości osób, łączyć problemy lokalne z problemami całego systemu, a nie pisać program z założeniem, że musi być zjadliwy i wykonalny z użyciem obecnego systemu. Wybory samorządowe nie zmienią nic, nawet bardziej od parlamentarnych. Pełna zgoda — ale nie możemy zamykać horyzontów polityki robotniczej na czas każdych wyborów do tego stopnia, który jest wyborczo osiągalny, czy legalnie osiągalny.

    Jak partia robotnicza mogłaby wykorzystać lokalne wybory?

    Jako marksiści nie odrzucamy z samej zasady uczestniczenia w wyborach czy poparcia dla konkretnych partii, bez porzucania własnego programu. Musimy jasno powiedzieć, czym różni się komunistyczna polityka co do wyborów od tej, którą prezentuje nam parlamentarna lewica.

    Po pierwsze — wybory nie mogą być dla partii robotniczej ani jedynym, ani głównym aspektem działania. Partia robotnicza nie może być machiną wyborczą, wskrzeszaną okresowo z letargu, która na co dzień operuje jak każda inna parlamentarna partyjka — bez udziału partyjnych dołów, z władzą układów na górze. Razem popełniło tutaj niejeden błąd, ale w tym wypadku największy o jakim trzeba wspomnieć, to brak poparcia dla odwołania rady miasta. Partia Razem poparła odwołanie Miszalskiego, ale nie wspomnieli o radzie miasta nic — i powód zapewne był taki, że Aleksandra Owca jest w niej radną, i nie chciano tracić tego jednego miejsca. Ale nawet w razie gdyby stracono i radną i przegrano wybory — Razem zyskałoby moralne, polityczne zaufanie, pokazałaby że jest rzeczywiście partią spoza systemu, że gra o coś więcej niż stanowiska dla swoich członków. Jeśli partia nie jest w stanie przetrwać poza władzą, bez państwowej dotacji, to jest stałym zakładnikiem burżuazyjnej „opinii publicznej” i wyników wyborczych. 

    Po drugie — cała lewica dystansowała się od krytyki Strefy Czystego Transportu. SCT zostało wprowadzone przez liberałów, i spotkało się głównie z krytyką prawicy. Prawicowe partie mają w tym rzeczywiste poparcie robotników, którzy widzą kolejny podatek nałożony na ubogich. Jednak Konfederacja i inne podobne partie z klasowego problemu (podatki są kwestią klasową wyzysku robotników) zamieniają SCT w kolejny element wojenek kulturowych: oto eko-komuniści z Unii chcą zabrać polakom auta i zmusić do jedzenia robaków. Ten przekaz rzeczywiście dotyka obaw klasy robotniczej o pogłębienie proletaryzacji — zamiast mieszkań i pojazdów na własność „system” chce zamienić każdego w najemnego niewolnika. Każdy z nas jest już najemnym niewolnikiem. Obawa o utratę resztki własności jest podstawą tej prawicowej narracji.

    Ale SCT to tylko jeden przykład zielonego austerity jakie szykują nam „lewicowi”, „liberalni” politycy. Kapitalizm stoi za zmianami klimatu i całym szeregiem problemów związanych z jakością powietrza, wody etc. Ale reformiści nie widzą głównego wroga w kapitalizmie, tylko w prawicowych partiach, które okrzykują jako nadchodzący faszyzm. Sami padają ofiarami wojenki kulturowej, w której ataki na robotników są przedstawiane jako lewicowe i uśmiechnięte, a przeciwnicy są denialistami zmian klimatycznych i faszystami — i skaczą do obozu liberałów. Marksiści muszą mówić jasno — zielone podatki są kolejną metodą wyciskania ostatnich potów z klasy robotniczej. Musimy jasno przedstawiać naszą krytykę, właśnie po to, aby jedynymi krytykami nie pozostali prawicowi fanatycy węgla i ropy. Nie wspieramy demontażu prywatnego transportu czy zamykania kopalń węgla w ramach kapitalizmu, bo będą to tylko kolejne ataki na robotników. Mówimy jasno — tylko socjalistyczne społeczeństwo jest w stanie zagwarantować działający transport publiczny i nowe miejsca pracy dla osób które straciły pracę w związku ze zmianami gospodarczymi które muszą uratować klimat. Dopóki jesteśmy w kapitalizmie — jesteśmy przeciw zamykaniu kopalń i przeciw nakładaniu podatków za auta spalinowe. 

    Po trzecie — fundamentalnie, partia robotnicza musi wykorzystywać wybory nie jako cel sam w sobie, nie moderować się tak, aby nie krytykowały nas media bogatych i żeby napisać program który rzeczywiście może przejść tu i teraz. Fundamentem wyzwolenia klasy robotniczej jest zniesienie kapitalistycznej własności. W każdym kraju burżuazyjnym jest to niekonstytucyjne. Czy mamy zamiar porzucać podstawowy cel naszej klasy aby zachować tę czy inną konstytucję? Odpowiedź brzmi — nie. Musimy używać każdego legalnego otwarcia jakie daje nam kapitalistyczna demokracja, w celu krytyki całego systemu i budowania sił naszej klasy. Wyzwolenie robotników drogą parlamentu jest fundamentalnie niemożliwe.

    Budujmy siłę klasy robotniczej!

    Wybory są w państwie kapitalistycznym zawsze tylko miernikiem poziomu dojrzałości politycznej robotników. Nie są w stanie nic zmienić, poza wymianą jednego zestawu wyzyskiwaczy na inny. Nie są też dobrym przedstawicielem świadomości, bo ludzie głosują z różnych powodów: lojalności, przywiązania do barw partyjnych, lokalnych kandydatów, a nie tylko i wyłącznie programów partyjnych. Są tylko jedną kliszą z całego procesu zmian w świadomości społecznej. Tegoroczne referendum i wybory są dobrym barometrem który pokazuje jak rośnie w polskim społeczeństwie ciśnienie i nienawiść do systemu. Nie wyraża się to w socjalistycznej świadomości — jesteśmy na początku tego procesu. Proces budowania świadomości klasowej jest długi, ciężki i naznaczony sprzecznościami. Każdy krok naprzód jest jednak zwycięstwem dla ruchu robotniczego.

    Wybory parlamentarne w przyszłym roku prawie na pewno będą skutkować powrotem prawicy do władzy. Przed nami światowy kryzys gospodarczy na skalę nie widzianą od dekad, reakcyjne ataki na prawa kobiet i robotników jakich powstydziłby się Kaczyński. Wszystko to będzie powodowało rosnący sprzeciw robotników i młodzieży. Potrzebujemy siły, która będzie w stanie poprowadzić ten rodzący się gniew — nie na rzecz zmiany tego czy innego posła, tej czy innej ustawy, a w celu obalenia całego systemu kapitalistycznego. Potrzebujemy budować tę siłę już dziś. Zapraszamy do tego wysiłku każdego, kto nie chce patrzeć biernie jak kapitaliści urządzają nam świat.

  • Uwolnić Bogdana Syrotiuka, skazanego na 15 lat więzienia za sprzeciwianie się wojnie na Ukrainie!

    Uwolnić Bogdana Syrotiuka, skazanego na 15 lat więzienia za sprzeciwianie się wojnie na Ukrainie!

    Publikujemy poniżej tłumaczenie stanowiska WSWS, portalu międzynarodówki ICFI, która publikowała artykuły represjonowanego przez władzę Ukrainy marksisty, Bogdana Syrotiuka. Burżuazja zachodu przedstawia wojnę na Ukrainie jako konflikt demokracji przeciw dyktatorskiemu reżimowi Putina, jednak milczy, gdy krytycy reżimu są zamykani na długie lata. Demokracja w kapitalizmie zawsze pozostaje jedynie frazesem, który kończy się tam, gdzie zaczynają się interesy rządzących w interesie bogatych. W momencie, gdy polskie dziennikarstwo z prawicy zajmują się szczuciem na ukraińców, a z „lewicy” tłumaczeniem dlaczego hakenkreuz, Bandera i Azow są teraz symbolami walki z raszyzmem, wszyscy wspólnie ignorują to, jak ukraiński rząd porywa na front robotników ukraińskich, zamienia ich w mięso armatnie, a sprzeciwiający się żołnierze są bici i dręczeni dla utrzymania dyscypliny. Wszystko, aby utrzymać wojnę przeciw Rosji, która dawno zmieniła się już w przegraną dla Ukrainy rzeź. Wszystko, aby dać NATO kilka lat na dozbrojenie się w spokoju. „Przyjaciele” Ukrainy upychają portfele ukraińskim oligarchom, zamieniając jednocześnie Ukrainę w piekło, w ruinę, której katastrofa jest jedną z największych zbrodni kapitalistów w Europie od czasu upadku Jugosławii.

    Uwolnić Bogdana Syrotiuka, skazanego na 15 lat więzienia za sprzeciwianie się wojnie na Ukrainie!

    10 sierpnia 2026 r. ukraiński sąd skazał Bogdana Syrotiuka, 27-letniego trockistę i przeciwnika wojny USA i NATO przeciwko Rosji, na 15 lat więzienia pod zarzutem „zdrady stanu” na mocy stanu wojennego. Sąd nakazał również konfiskatę jego mienia oraz zniszczenie programu, broszur i ulotek jego organizacji, Młodej Gwardii Bolszewików-Leninistów (YGBL).

    Bogdan nie popełnił żadnego przestępstwa. Jedynym dowodem przedstawionym przeciwko niemu było sześć artykułów opublikowanych na stronie World Socialist Web Site oraz jego korespondencja z redaktorami, którzy je opublikowali. Pisanie dla socjalistycznego portalu zostało uznane za zdradę stanu.

    Kiedy 25 kwietnia 2024 r. Bogdan został aresztowany przez SBU (Służbę Bezpieczeństwa Ukrainy – przyp. tłum.), państwo twierdziło, że był on agentem rosyjskiego rządu. Przez ponad dwa lata nie przedstawiono żadnych dowodów na poparcie tego zarzutu. Same artykuły przytoczone w wyroku jasno wskazują na sprzeciw Bogdana wobec rosyjskiej inwazji i reżimu Putina. W 65-stronicowym raporcie Jurija Irkhina, jednego z czołowych ukraińskich kryminologów, stwierdzono, że w tekstach Bogdana nie ma „żadnych stwierdzeń, fraz, zdań ani kombinacji słów, które nosiłyby znamiona propagandy mającej na celu poparcie zbrojnej agresji Federacji Rosyjskiej”. Sąd nigdy nie odniósł się do tego raportu.

    Od wyroku zostanie wniesione odwołanie. Zgodnie z prawem ukraińskim odwołanie należy złożyć w ciągu 30 dni. Europejski Trybunał Praw Człowieka przyjął sprawę Bogdana wiosną 2025 roku.

    Życie Bogdana jest zagrożone. W momencie aresztowania był w złym stanie zdrowia. Przez ponad dwa lata odmawiano mu pilnie potrzebnego leczenia, a terapia rozpoczęła się dopiero niedawno. W systemie penitencjarnym, którego przeludnienie, odmowa opieki medycznej i rosnąca liczba zgonów w areszcie zostały udokumentowane przez Organizację Narodów Zjednoczonych i Radę Europy, wyrok 15 lat pozbawienia wolności jest równoznaczny z wyrokiem śmierci.

    Żądamy uchylenia wyroku skazującego Bogdana Syrotiuka i jego natychmiastowego uwolnienia!

    Prosimy o przesyłanie oświadczeń domagających się uchylenia wyroku i natychmiastowego uwolnienia Bogdana do Sądu Rejonowego w Pierwomajsku na adres inbox@pm.mk.court.gov.ua, z kopią do World Socialist Web Site na adres freebogdan@wsws.org.

    Link do oryginalnego stanowiska i petycji:
    https://www.wsws.org/en/special/pages/freebogdan.html

  • Czy klasa robotnicza zniknęła?

    Czy klasa robotnicza zniknęła?


    Upadek bloku wschodniego i powrót kapitalizmu w Chinach oznaczał dla kapitalistów początek nowej ery, szybko ochrzczonej „końcem historii” przez największych geniuszy kapitalistycznej akademii. Wchodząc w nowe stulecie, wszyscy tradycyjni rywale Ameryki byli znokautowani, a dominacja „wolnego świata” pod jej egidą miała stanowić podstawę kolejnego stulecia. Triumf kapitalizmu i jego apologetów wydawał się absolutny. Głoszono nie tylko koniec historii, ale nawet koniec polityki jako takiej — wszystkie systemy poza liberalną (czytaj: kapitalistyczną) demokracją zawiodły, i reszta świata miała po prostu stopniowo dochodzić w swoim tempie do nowego, liberalnego ideału. Polityka klasowa miała być już przeszłością — zamiast tego zostało jedynie coraz doskonalsze wcielanie w praktykę ideału wolności, równości i własności, rozciąganego teraz na wszystkie zapomniane wcześniej grupy. I wszystkiemu temu koronować miał koniec nie tylko walki klas, ale klas w ogóle — mieliśmy już żyć nie w społeczeństwie podzielonym na bogatych i biednych, a na bogatych i tych, którzy będą bogatymi, na stabilną klasę średnią, której wszelkie prawdziwe potrzeby mają być spełnione, i które czeka reszta życia komfortowego budowania dobrobytu. 

    Nawet w momencie powstania tych idei była to mrzonka dostępna tylko i wyłącznie dla garstki najbardziej rozwiniętych krajów kapitalistycznych, i nie zostało z niej już nic. Jednak to, że klasy nie istnieją zostało z nami do teraz. Jeśli już mowa o jakichś klasach w telewizji czy wśród publicystów, mamy do czynienia z klasą średnią, z przedsiębiorcami, a być może lewicowi politycy napomkną o „prekariacie” czy klasie ludowej. Ale broń boże robotnik czy proletariat! Takie słowa to radziecka nomenklatura, przestarzała marksistowska gadka. Dziś nie ma już robotników! Wszyscy są po prostu wolnymi aktorami na rynku. Rzeczywistość ma jednak tę przykrą cechę, że przy zamkniętych drzwiach wejdzie oknem — to, że przestaniemy nazywać robotników robotnikami nie oznacza, że przestaną oni istnieć.

    Co na to rzeczywistość?

    Najważniejszym kryterium dla każdej teorii jest sprawdzenie jej w praktyce. Jak więc ma się rzeczywistość wobec aktów zgonu wypisanych na robotników? Jednym z głównych argumentów, jaki się wysuwa za tym, że robotników już nie ma, to mała rola przemysłu w dzisiejszej gospodarce. Według genialnych socjologów, robotnik oznacza prostaka pracującego w fabryce betonu, ewentualnie azbestu, i nic więcej. I rzeczywiście, po upadku PRLu większość hut i fabryk zostało wyprzedanych i zamkniętych. Jednak dla marksistów, klasa robotnicza oznacza ludzi, którzy nie mają na własność środków produkcji, i którzy z tego powodu muszą sprzedawać swoją zdolność do pracy za pensję. Nieważne w jakim zawodzie czy gałęzi gospodarki. Polska intelektualna „elyta” z własnego nadania wzięła zwulgaryzowaną wersję marksizmu promowaną przez stalinowską biurokrację, następnie tę karykaturę podkręciła do n-tego stopnia, i z taką karykaturą stanęła w szranki, a następnie ogłosiła swoje zwycięstwo. Starczy bardzo szybka weryfikacja danych — według GUS, w 2024 roku, spośród 15 milionów pracujących w Polsce, pracownicy najemni stanowili blisko 12 milionów. To znaczy, rzeczywista klasa drobnych posiadaczy jest 4-krotnie mniejsza od klasy robotniczej. Sama ta statystyka powinna posłać w zapomnienie całą gadaninę o końcu klasy robotniczej. Dodajmy to tylko, że warunki życia drobnych posiadaczy o wiele bliższe są klasie robotniczej, niż klasie kapitalistów.

    Ale weźmy nawet tę karykaturę — robotnicy są tylko w przemyśle. Czy rzeczywiście usługi wyparły całą resztę gospodarki? Co w ogóle kryje się za tymi usługami? Znowu, usługi przedstawia się jako rezerwuar klasy średniej — drobnych sklepikarzy, wykwalifikowanych pracowników IT czy korporacji, sektora finansowego itd.. Według najłatwiej dostępnych danych, w usługach zatrudnionych jest blisko 60% Polaków. Ale twarde rozdzielenie na usługi i produkcję jest zwyczajnie niemożliwe. Aby stworzony produkt zamienić w towar — spieniężyć go, puścić w wir kapitalistycznej wymiany — trzeba przetransportować go, magazynować, następnie sprzedać do ostatecznego konsumenta. Sektor usług jest koniecznym przedłużeniem produkcji — produkcja w kapitalizmie odbywa się właśnie dla zysku, więc cały proces utowarowienia towaru jest tu nieodzowny. Do tego dochodzi cala nadbudowa potrzebna kapitalistycznemu społeczeństwu — lekarze, którzy utrzymują w zdrowiu robotników (którzy, jak każdy inny środek produkcji, niszczeją z czasem); policjanci, sędziowie i prokuratorzy, którzy będą pilnować kapitalistycznej własności; armia urzędników, którzy będą wprowadzać w życie wszystkie nakazy kapitalistycznego państwa; żołnierze, którzy będą pilnować interesów burżuazji wobec zakusów innych kapitalistycznych gangów. Usługi są tak samo miejscem pracy dla robotników jak produkcja. 

    Jeśli zajrzymy konkretniej do liczb, szybko zobaczymy: największym sektorem zatrudnienia jest właśnie przemysł przetwórczy; dalej handel i naprawa samochodów; rolnictwo (z rzeczywiście dużym udziałem drobnej własności); edukacja; administracja publiczna i wojsko; budownictwo; opieka zdrowotna. Te sektory zebrane razem odpowiadają za ⅔ zatrudnienia w Polsce. Na skalę światową, klasa robotnicza jest silniejsza liczebnie i w porównaniu z innymi klasami niż kiedykolwiek w przeszłości. W miarę własnego rozwoju kapitalizm przetrzebia szeregi drobnych posiadaczy, i spycha ich do obozu robotników najemnych.

    Żeby nie zanudzać czytelnika dalszymi danymi, powiemy tyle — polska gospodarka, w rzeczywistości żadna gospodarka świata, nie opiera się na jakichś „usługach”, które garstka polityków i dziennikarzy wyobraża sobie jako pracę w korporacjach czy na rynku nieruchomości. Klasa robotnicza wciąż istnieje, stanowi zdecydowaną większość społeczeństwa, ograniczanie klasy robotniczej do pracy fizycznej jest wulgaryzacją marksizmu i walką z chochołem, do tego realia ekonomiczne wyglądają tak, że nawet przy tak wygiętych standardach, robotnicy wciąż są większością. Dla czytelników głodnych większej liczby danych, polecamy Rocznik Statystyczny Pracy 2025 autorstwa GUS, który był dla nas głównym źródłem danych.

    Naukowy krok wstecz

    Dogłębnie odpowiedzieliśmy już na argument o zniknięciu proletariatu ze świata. Zadajmy sobie jednak pytanie — skąd w ogóle taki argument? Jakie są jego klasowe i ideologiczne korzenie?

    Jeśli idzie o korzenie klasowe, sprawa jest prosta. Społeczeństwem kapitalistycznym rządzą kapitaliści za pomocą warstwy polityków, dziennikarzy, publicystów i innych zawodowych oszustów, którzy za ładną kasę urabiają „opinię publiczną”. O stanie opinii publicznej stanowi wspólna rozmowa takich osób jak: Rafał Brzoska, Donald Tusk, Tomasz Lis, Jan Hartmann i Jarosław Kaczyński. Nie opinia jakichś tam zwykłych proli, tylko salonów, intelektualnej elity narodu. Ta intelektualna elita żyje w swojej bańce, w której pieniądze nawet nie rosną na drzewie — od razu, bez zrywania, wędrują na ich konto. W jaki sposób? W ich pojęciu, gospodarka opiera się na starszych specjalistach do HRu, korporacjach pomagających w unikaniu podatków i zajmujących się księgowością, do tego parę rodzinnych restauracji i gabinetów fryzjerskich. Miejsca na jakiegoś tam prola w tej wizji nie ma, ewentualnie gdzieś tam, jako relikt przeszłości. Ci ludzie mają podejście do pracy jak małe dzieci — ludzie idą gdzieś do biura, dostają pieniądze i finito. Ale na takim gospodarowaniu niczym świat nie operuje. Ta właśnie garstka ludzi, którzy z pracą nie mają nic wspólnego, mają największy wpływ na to, jak na co dzień ludzie myślą, co uznają za inteligentne argumenty, co uznają za społeczny i naukowy, społeczny konsensus. Nie dlatego, że robotnicy są głupi — dlatego, że istnieje cała machina służąca mydleniu oczu klasy robotniczej. Bez niej, kapitalizm nie wytrwałby ani dnia.

    Wróćmy jednak do ideowych podstaw wszystkich aktów zgonu, jakie wypisywano już na klasę robotniczą. Skąd w ogóle pomysł, że klasy nie istnieją? Marks nie był pierwszym człowiekiem, który pisał o klasach. Nie jest nawet pierwszym, który pisał o klasie robotniczej. To, co pierwszy zrobił Marks, to opisał, jak istnienie klas nieuchronnie prowadzi do ich zniszczenia — jak istnienie klasy robotniczej nieuchronnie musi doprowadzić do jej zwycięstwa, ustanowienia władzy proletariatu, a następnie komunizmu. W okresie przed drugą wojną światową nikt nie odrzucał istnienia klas. Mało kto odrzucał też walkę klas. Apologeci kapitalizmu wyjaśniali jednak w różny sposób, dlaczego socjalizm nie jest konieczny. Klasy być może istnieją, jednak tak samo jak istnieją płuca i serce, które tlenem zasilają mózg — wszystkie potrzebują siebie nawzajem do życia. Klasy istnieją, ale ich interesy da się pogodzić. Dalej, klasy może i istnieją i mają sprzeczne interesy, jednak w ich wspólnym interesie jest utrzymanie kapitalizmu — bowiem proletariat nie jest w stanie rządzić społeczeństwem. Nawet naziści nie zaprzeczali istnieniu klas, a jedynie stawiali na pierwszym miejscu walkę ras, wobec której walka klasowa ma być tylko tematem zastępczym. Różnie sobie tłumaczono, jednak istnieniu klas nie zaprzeczał nikt.

    Współcześnie, dominującą filozofią jest postmodernizm — filozofia która odrzuca wszystkie „wielkie systemy ideowe” które starają się wyjaśnić rzeczywistość. Będąc świadkami dwóch wojen światowych i wszystkich związanych z nimi okrucieństw, postmoderniści obarczyli winą racjonalizm i walkę o postęp. Według postmodernistycznych ideologów — naziści zabijali tych, których uważali za podludzi, bo widzieli historię jako proces walki ras o przetrwanie. Stalin zabijał opozycjonistów i budował gułagi, bo komunizm widział historię jako proces walki klas. Europa skolonizowała i uciskała resztę świata, bo racjonalizm i oświecenie widziały historię jako proces triumfu cywilizacji nad barbarzyństwem, w domu i za granicą. Stąd wyciągnięto wniosek — żeby uniknąć podobnych tragedii, musimy porzucić ideę progresu społecznego. Nie możemy stwierdzić, że jedna cywilizacja jest wyższa czy lepsza od innej, bo byłoby to zaproszenie do wyzysku. Nie możemy tak samo stwierdzić, że dzisiejsza cywilizacja jest lepsza od wczorajszej. Od oceniania społeczeństw kiedyś, tylko jeden krok do oceniania społeczeństw gdzieś indziej. W gruncie rzeczy, wszystkie cywilizacje, systemy moralne, religijne itd. są jedynie metodami patrzenia na świat. Możemy wymieniać je do woli, i nigdy nie dotrzemy do obiektywnej prawdy. Tak można w skrócie opisać główne idee postmodernizmu.

    Obiektywną podstawą postmodernizmu był kryzys kapitalistycznej cywilizacji. Obie wojny światowe były wojnami imperialistycznymi, spowodowanymi przez gospodarczy kryzys nadprodukcji. Związek radziecki z kolei przestał być siłą rewolucyjną, w wyniku stalinowskiej degeneracji. Rewolucja światowa, która była jedyną drogą wyjścia z impasu, nie powiodła się. Zamiast tego, kapitalizm zagwarantował sobie okres gospodarczego rozkwitu, uwarunkowanego zniszczeniem ogromu światowych środków produkcji i następującą po tym próżnią inwestycyjną. Wszystko to zapewniło kapitalistom pewną nadwyżkę, którą ze spokojem mogli wykorzystać na zakupienie sobie pokoju społecznego, metodami ustępstw wobec robotników. To, na pewien okres, rzeczywiście stępiło walkę klasową, a dekady spokoju, rozwoju i względnego polepszania standardu życia wywarło ogromny odcisk na świadomości wszystkich żyjących w tamtym okresie.

    W tej atmosferze tworzyli zachodni intelektualiści. Drobnomieszczańska inteligencja, akademicy, nie stanowią nigdy siły społecznej samej z siebie. Muszą zawsze opierać swoje nadzieje albo na zwycięstwie proletariatu, albo burżuazji. Ale z jednej strony tragedie kolonizacji, rasizmu, holokaustu, do których doprowadziła burżuazja; z drugiej stalinowska degeneracja Związku Radzieckiego, utożsamianego z ruchem robotniczym, popchnęła całą generację myślicieli ku szukaniu trzeciej drogi. Powojenna akademia wybrała odcięcie od rzeczywistości, bujanie w obłokach i potępianie z moralnej wyższości obu stron — tak kapitalizmu jak i komunizmu, racjonalizmu oświecenia i reakcyjnego buntu przeciw rozumowi jaki miał stanowić faszyzm. Trzecia droga była drogą z powrotem do skrajnego subiektywizmu biskupa Berkleya, do najbardziej reakcyjnych gratów przeszłości. 

    Postmodernizm, który odrzuca istnienie obiektywnej rzeczywistości, stanowi ideową podstawę pod to, aby odrzucić istnienie klas — skoro nikt nie utożsamia się jako robotnik, to nie ma klasy robotniczej. Klasa robotnicza istniała wcześniej, ale nie istniała bardziej niż koło gospodyń wiejskich, które wybrały taką formę organizacji i tożsamości. Była przypadkowym faktem społecznym, a nie wyrazem tego, że proletariat rzeczywiście istnieje. Według postmodernizmu, cała rzeczywistość społeczna jest zbiorem tego, jak ludzie wyobrażają sobie świat. Jeśli wszyscy myślimy sobie jako o klasie średniej, to wszyscy nią jesteśmy.

    Postmodernistyczna filozofia od początku do końca reprezentuje ucieczkę sfrustrowanej akademii od rzeczywistości, ideowy marazm i beznadzieję, która z akademickiej katedry na szczycie góry Tabor osądza wszystkie systemy za błądzenie, i wzywa do jednego — nie walczcie o zmianę świata, walczcie o zmianę myślenia. Reprezentuje ideowe odbicie tego, że kapitalizm rzeczywiście przestał być systemem postępowym — jednak zamiast przyznać potrzebę zmiany systemu deklaruje się, że postępu i tak nigdy nie było.

    Według postmodernizmu, rzeczywistość obiektywna nie istnieje, istnieją jedynie różne obrazy świata, jakie każda jednostka posiada osobno/źródło: portal X (dawniej twitter)


    Nawet najbardziej błędne czy szkodliwe systemy myślowe mają nad postmodernizmem tę wielką przewagę, że nie wylewają dziecka z kąpielą, i starają się zrozumieć otaczającą rzeczywistość. Wobec tego, odrzucenie istnienia klas jest niezaprzeczalnie krokiem wstecz, reakcyjną tendencją w filozofii i nauce. Tak jak społeczeństwo kapitalistyczne znalazło się w ślepym zaułku, tak samo filozofia znalazła się w postmodernistycznej drodze donikąd. 

    Czemu służy ta rewizja?

    Warto odpowiedzieć na jeszcze jedno pytanie. Komu w ogóle służy ta błędna idea, że klasy robotniczej już nie ma? Jako marksiści śmiało i zdecydowanie stoimy po stronie klasy robotniczej. Żeby zwyciężyli, robotnicy muszą przede wszystkim zdać sobie sprawę ze swojej pozycji, siły jaką mają w społeczeństwie, i zorganizować się jako klasa panująca. Podstawowym wymaganiem rewolucji jest właśnie świadomość klasowa wśród robotników. Właśnie dlatego, wszyscy wrogowie klasy robotniczej mają na celu otumanienie pracujących, mają na celu zatomizowanie ich, zniszczenie ich pewności własnych sił, utrzymanie ich w pozycji materiału fabrycznego i maszynki wrzucającej głosy do urny raz na kilka lat.

    Od genialnych socjologów, przez świadomych apologetów kapitalizmu, po zawodowych reformistów, którzy muszą jakoś uzasadnić swoją zdradę — wszystkim tym ludziom zależy na tym, żeby socjalizm zakopać jako relikt przeszłości. Nie da się bardziej zakopać rewolucji, niż przez zakopanie w grobie samych jej aktorów. Ale, w przeciwieństwie do twierdzeń postmodernistów, klasy robotniczej nie da się znieść przez przechrzczenie na klasę średnią. Klasa robotnicza obiektywnie istnieje. I nawet jeśli w danym momencie nie zdaje sobie sama z tego sprawy, to nieuchronnie historia pcha ją w kierunku organizowania się. Kapitaliści są już zorganizowani — mają swoje kartele, partie, rządy, lobby. Wszystkie te organizacje mają za zadanie wyciśnięcie ostatnich potów z naszej klasy. Jedynym sposobem, żeby robotnicy stanęli do walki, jest ich zorganizowanie się w ramach swojej klasy. W miarę tej walki, klasa robotnicza odkryje, że mimo aktu zgonu, wciąż żyje, jest silniejsza niż kiedykolwiek. Fikcja akademicka nie jest w stanie zatrzymać rewolucji. Żadne kłamstwo nie jest w stanie zatrzymać idei, której czas już nadszedł.

  • Czarne chmury nad prezydenturą Aleksandra Miszalskiego.

    Czarne chmury nad prezydenturą Aleksandra Miszalskiego.

    Wniosek o referendum w sprawie odwołania prezydenta i rady miasta zebrał 134 tysiące podpisów, tj. 15% mieszkańców Krakowa — i, co warto zaznaczyć, organizatorzy wykorzystali jedynie 43 z 60 dni które mogli wykorzystać na zbieranie podpisów. Datę referendum wyznaczono na 24 maja, i wtedy zapewne Miszalski pożegna się ze swoim stanowiskiem. Choć na pierwszy rzut oka, odwołanie prezydenta miasta, nawet drugiego w kraju, nie jest czymś wartym wielkiej uwagi, o tyle w tym wypadku daje duży wgląd w proces zmiany świadomości, który zachodzi bezobjawowo każdego dnia. 

    Gdzie się podziały tamte nadzieje?

    Klimat polityczny w Polsce od wyborów parlamentarnych w 2023 roku można określić krótko — rozczarowanie, apatia i brak zaufania. Porażka PiSu, znienawidzonego przez miliony, szczególnie młodych, zapewniła chwilowo ulgę. Dotychczasowa opozycja „demokratyczna” zdążyła rozpalić wielkie oczekiwania, szczególnie w kwestii prawa do aborcji, tak cynicznie wykorzystanego przez Platformę podczas kampanii wyborczej. Czynnikiem decydującym pozostała jednak gospodarka — PiS przepalił możliwości kupienia sobie spokoju społecznego przez transfery socjalne. Stąd, jedyne co mu zostało to opieranie się na reakcyjnych prowokacjach i wojnach kulturowych. Wiele osób miało szczere wrażenie, że sytuacja poprawi się, jeśli tylko nieudolny PiS zastąpi profesjonalna, merytokratyczna władza. Frekwencja na poziomie 74%, najwyższa w historii trzeciej RP świadczy o tym najlepiej. Był to szczytowy moment dla demokratycznych iluzji wśród polskich robotników. 

    Po niecałych trzech latach, mało już zostało z oryginalnych nadziei. Sztandarowe 100 obietnic na pierwsze 100 dni nowego rządu były tematem żartów, ale już nikogo więcej nie obchodzą. Dla zwykłego pracującego nie zmieniło się nic — reakcyjną prawicę zastąpiła uśmiechnięta, europejska centroprawica. Stołki ministerstw się zmieniły, ale świat jest jaki był — bo prawdziwe życie nie decyduje się w parlamencie, a w miejscach pracy, gdzie spędzamy jedną trzecią naszego tygodnia byle utrzymać się na wodzie. Otwarte obrzydzenie i szukanie alternatywy zmieniło się w pasywną akceptację stanu rzeczy.

    Tak duży odzew ze strony krakowian tym szczególniej zasługuje na uwagę każdego, kto chce zrozumieć moment w którym się znajdujemy. Kraków jest miejscem, które w przeszłości zdecydowanie głosowało przeciw PiSowi, a za Platformą. W ‘24 roku kandydat PiSu nie był w stanie wejść nawet do drugiej tury w wyborach na prezydenta miasta. W wyborach prezydenckich z ‘25 Trzaskowski dostał tu blisko ⅔ głosów. Teraz gremialnie Kraków odrzuca tę skompromitowaną zgraję, która stanowi twarz codziennych ataków na nasze warunki życia.

    Czemu referendum trafiło na żyzny grunt?

    O ile Polska gospodarka wciąż teoretycznie rośnie, coraz mniej osób załapuje się na zyskiwanie z tego wzrostu. Kraków, przez swoją specyfikę, jest jednym z miejsc, gdzie dominuje raczej zastój i obawa o jutro. W zeszłym roku przez Kraków przeszła fala zwolnień grupowych — ponad 4 tysięcy etatów było zlikwidowanych w samym zeszłym roku. Większość firm w Krakowie zajmuje się usługami dla korporacji zza granicy — IT, księgowość, call center, wszystko oczywiście żeby zaoszczędzić na płaceniu pracownikom u siebie. Z tego powodu dotyka Polskę zastój gospodarek zachodnich, które zwyczajnie nie muszą już outsourcować tak dużo stanowisk pracy.

    Z jednej strony kapitaliści, z drugiej władze miasta robią co mogą, aby wycisnąć z nas ile się da. Z tej właśnie strony dwie kwestie najbardziej zwracają uwagę: podwyżka cen biletów i Strefa Czystego Powietrza. Ceny biletów w Krakowie od lat są jednymi z najwyższych w całej Polsce, a od początku marca jeszcze bardziej podrożały. Starczy powiedzieć, że za 4 złote w Warszawie kupić można bilet na 75 minut, w Krakowie jedynie na 15 minut. 

    Równolegle z większymi kosztami komunikacji zbiorowej, drożeje też  jazda własnym autem. Już w pierwszym miesiącu funkcjonowania SCT, miasto zebrało z opłat 4 miliony złotych. Ta liczba będzie zapewne tylko rosnąć, w miarę jak zbieranie opłat będzie bardziej uszczelnione. Wszystko w imię ratunku przed smogiem, ekologii i wszystkiego innego drogiego ludzkości… ale mało kto  daje się nabrać — zielone podatki to wciąż podatki. Tego rodzaju opłaty, które uderzają w zwykłych robotników zamiast w zyski kapitalistów, którzy są winni katastrofie klimatycznej, jedyne do czego prowadzą to wepchnięcia sekcji klasy robotniczej w ręce reakcyjnych demagogów zaprzeczających zmianom klimatu i tworzących wojnę kulturową przeciw wszystkiemu co „zielone”. Gdy coraz mniej młodych osób ma mieszkanie na własność, własne auto jest szczytem tego, co możemy mieć prawdziwie na własność, różne reakcyjne tendencje krzyczące o „eko-socjalizmie”, w którym państwo pozbawi wszystkich własności, rzeczywiście trafiają na podatny grunt. Oczywiście, robotnicy coraz bardziej są pozbawieni własności — zamiast aut i mieszkań na własność, musimy płacić za każdą usługę kapitaliście. Ale to nie wynik wielkiego spisku globalistów, tylko naturalny element kapitalizmu w kryzysie!

    Wszystkie te podwyżki to desperacka próba łatania dziury budżetowej. Kraków jest najbardziej zadłużonym miastem w Polsce, i nic nie świadczy o nadejściu jakiejś poprawy. Rolę gra tu też charakterystyka Krakowa — jest miastem studenckim, wojewódzkim, turystycznym, stąd wymaga dużych kosztów utrzymania. Trudno oskarżyć samorząd Krakowa o nadmierną kompetencje, patrząc na remonty blokujące całe miasto średnio raz do roku. Jednak logika kapitalizmu jest nieubłagana — jeśli brakuje pieniędzy, trzeba je zyskać poprzez cięcia wydatków i wyższe podatki. Cenę, jak zawsze, zapłacić muszą robotnicy. 

    Zwiastun politycznych kryzysów

    Patrząc na to wszystko, nie sposób zazdrościć Miszalskiemu tego w jakiej znajduje się pozycji. Ludzie mają dosyć administracji, którą utożsamiają z ich codziennymi problemami. Te codzienne rozczarowania stopniowo prowadzą ludzi do wniosku, że nie mogą dłużej znosić aktualnego stanu rzeczy. W miarę jak coraz kolejne próby zmiany systemu nie przynoszą skutków, coraz jaśniej wysuwa się kwestia rewolucji, która jest jedynym prawdziwym rozwiązaniem. 

    Oczywiście, nie mówimy na tym etapie o rewolucyjnej świadomości u zwolenników referendum. Zawsze trzeba zachować poprawne proporcje zjawisk. Widzimy jednak rosnące niezadowolenie szukające wyrazu. Natomiast z racji, że największe zmiany polityczne w najbliższej pamięci rzeczywiście osiągnięto w ramach burżuazyjnej demokracji, niezależnie od tego jak płytkie te zmiany się okazały, to te metody burżuazyjnej demokracji, najbardziej oczywiste i najłatwiej dostępne, wciąż dają iluzję, że nasz udział może coś zmienić. Bez wątpienia, udało się zebrać tak wiele podpisów przez to, że akcja nie jest powiązana formalnie z żadną partią. Oczywiście, znikąd nie wyczaruje się środków na plakaty i osoby zbierające podpisy — trzeba dużej naiwności żeby założyć, że żaden większy gracz nie ma udziału w całej sprawie. Tym bardziej zauważalna jest właśnie względna cisza, jaką przeciwnicy Miszalskiego zachowują.

    To jest jeden z najważniejszych elementów całej akcji referendum — nie jest dla większości powiedzeniem się za przeciwnikami Miszalskiego, a przeciw stanowi rzeczy, który on reprezentuje. Organizatorzy zdecydowanie zdają sobie z tego sprawę, i świadomie, bardzo skrupulatnie, unikają jakichkolwiek partyjnych powiązań. W ten sposób, gniew klasy robotniczej, któremu towarzyszy zdrowy sceptycyzm wobec wszystkich opcji politycznych, jest wykorzystywany przez jedne partie burżuazji do zwalczania drugich. 

    Dopóki robotnicy ograniczają się do pasywnego poparcia referendum, politycy burżuazyjni będą w stanie osiągać zwycięstwa między sobą, opierając się na robotnikach. Jednak w momencie, gdy robotnicy zamiast wyrzucić jednego z nich zdecydują że trzeba usunąć każdego jednego klakiera bogatych — cała ich gra jest skończona. 

    Pozostaje kwestia — jakie stanowisko przyjmują marksiści wobec referendum? Nie ma wątpienia, że jest elementem rozgrywek wewnątrz burżuazyjnej polityki. Nie mamy też wątpliwości, że problemy które doprowadziły do referendum nie znikną. Jednak każdy ruch klasy robotniczej na rzecz poprawienia jej bytu zasługuje na nasze poparcie — niezależnie od niedojrzałego politycznie charakteru. Rewolucja nie spada z nieba, uformowana i dojrzała, a jest wynikiem lat, czy dekad, prób i rozczarowań.

    Miszalski jest burżuazyjnym politykiem, naszym przeciwnikiem. Z tego powodu, zdecydowanie popieramy odwołanie tak jego, jak całej rady Krakowa. Zachęcamy do głosowania za odwołaniem ich, jednak z tym zaznaczeniem — dopóki Miszalskiego nie zastąpi zorganizowana klasa robotnicza, te same problemy które mamy dziś, będą tak samo jutro. 

    Wykopmy ich wszystkich — najpierw Miszalskiego, potem resztę kapitalistów!

  • Ręce precz od Wenezueli!

    Ręce precz od Wenezueli!

    Wczorajszego ranka, po miesiącach zbrojnych prowokacji w wyniku których zginęło ponad 100 cywilów, amerykański imperializm posunął się kolejny krok naprzód w swojej aroganckiej, zbrodniczej kampanii terroru wobec Wenezueli. Stolica kraju została zbombardowana, cywile zabici, a prezydent i jego żona — porwani. To największa od zimnej wojny amerykańska interwencja zbrojna w ameryce łacińskiej.
    Amerykanom nie chodzi oczywiście o demokrację, prawa człowieka czy rzekomy przemyt narkotyków. Walka o Wenezuelę jest tylko pierwszym wystrzałem w walce jaką amerykański imperializm podejmuje w całym regionie. Hegemonia USA w obu amerykach należy do przeszłości. Nowi rywale — Rosja i Chiny — coraz bardziej podkopują interesy imperializmu amerykańskiego. Ameryka walczy teraz o przywrócenie swojej dominacji nad całym kontynentem. Już teraz Trump ośmielony wygraną zaczyna grozić prezydentowi Kolumbii, pisząc, że „musi uważać na swój tyłek”.
    Rząd Maduro był skorumpowanym, antyrobotniczym, burżuazyjnym reżimem, który podkopał resztki zdobyczy rewolucji boliwariańskiej na której czele stał Hugo Chavez. Chiny, Rosja i inne rosnące potęgi imperialistyczne nie są żadną alternatywą dla USA i nie stanowią w żadnym wypadku siły narodowowyzwoleńczej z perspektywy krajów półkolonialnych.
    Jednak walka toczy się o coś zupełnie innego: o to, czy amerykański imperializm zdobędzie z powrotem Wenezuelę jako kolonię, czy poprowadzi brutalną grabież kraju w interesie kapitalistów amerykańskich; czy odpowiedź klasy robotniczej w Ameryce, Wenezueli i reszcie Ameryki będzie na tyle decydująca by powstrzymać podżegaczy wojennych z Waszyngtonu — mimo tego jak bardzo są wrodzy do obecnej władzy.
    Jeśli Ameryka zwycięży, Wenezuela zostanie kolonią, a reakcja w całym regionie zostanie wzmocniona i ośmielona. Jeśli amerykańska agresja zostanie pokonana, pozycja największego imperialisty i oparcia dla reakcji w regionie zostanie osłabiona, z konsekwencjami dla reszty kontynentu.
    Stanowisko każdego komunisty jest jasne — bezwarunkowa obrona Wenezueli przed imperialistyczną agresją!
    Ręce precz od Wenezueli!
    Precz z podżegaczami wojennymi!
    Niech żyje międzynarodowa solidarność robotników i uciskanych!

  • Ręce precz od KPP!

    Ręce precz od KPP!

    W środę 3 grudnia (2025 roku – przyp. red.), Trybunał Konstytucyjny formalnie orzekł, że działalność Komunistycznej Partii Polski jest niezgodna z konstytucją. Oferujemy naszą pełną solidarność i poparcie dla KPP wobec reakcyjnych represji, mimo różnic między naszymi organizacjami. Atak na KPP to atak na wszystkich komunistów!

    Próby delegalizacji KPP rozpoczął już Ziobro, któremu przez lata nie udało się nic osiągnąć. Od początku była to typowa zagrywka pod najbardziej reakcyjne, antykomunistyczne elementy — gdy nie ma już miejsca na ustępstwa dla robotników, klasycznie trzeba wrócić do bicia w bębny o największym źle wcielonym — komunizmie! Dla PiSu od początku sprawa miała symboliczne znaczenie.

    Czy KPP przestanie istnieć? To już inne pytanie. Trybunał Konstytucyjny został powołany jeszcze w okresie władzy PiSu, w naruszeniu burżuazyjnego legalizmu, i z tego powodu pozostaje nieuznawany przez rząd i szereg instytucji państwa. Dla Tuska i spółki, równie dobrze bardziej warte świeczki może być podkopanie autorytetu TK, niż delegalizacja KPP.

    Jednak nie możemy pokładać w tym rządzie żadnych nadziei. Żadnej partii kapitalistycznej nie zależy na demokracji i prawach do organizowania się — są gotowe na każdy szwindel, każde naginanie prawa, byle zyskać przewagę nad swoimi oponentami. Delegalizacja KPP może jedynie pogłębić rozłam, jaki rozwija się w polskim państwie burżuazyjnym, po liniach pisowskich i koalicyjnych aparatczyków, na czele danych instytucji.

    Delegalizacja KPP dałaby precedens, według którego polska burżuazja może zamykać usta wrogom ich systemu, byłaby ciosem w prawa demokratyczne polskiej klasy robotniczej, gdy na horyzoncie widać zaostrzającą się walkę klasową. Cały zorganizowany ruch robotniczy, wszystkie socjalistyczne, komunistyczne organizacje, muszą z całą siłą walczyć z każdą próbą delegalizacji i represji. Atak na jednego to atak na wszystkich!

    Pełna solidarność z KPP!
    Precz z represjami!
    Precz z hipokryzją burżuazji!

  • Polski przemysł zapleczem ludobójstwa

    Polski przemysł zapleczem ludobójstwa

    Jak podał brytyjski Telegraph, polska fabryka Nitro-Chem z Bydgoszczy dostarczała Izraelowi materiałów wybuchowych, bez których “bezprecedensowa skala i intensywność bombardowań które zabiły dziesiątki tysięcy palestyńczyków nie byłyby możliwe”.
    Nitro-Chem to największy producent trotylu i materiałów wybuchowych w Europie, i jeden z największych na świecie. Zdecydowana większość udziałów należy do państwa polskiego.

    Odpowiedzi rządu od początku ludobójstwa były takie same — zamiatano sprawę pod dywan pod płaszczykiem ‘bezpieczeństwa publicznego’. Co oznacza to narodowe bezpieczeństwo? Bezpieczeństwo kapitalistów w swoich krwawych biznesach, w handlu życiem. Polskie państwo, jego kapitaliści i rządzący wszyscy mają krew na rękach. Wśród bogaczy, to żadne zaskoczenie — pieniądz nie śmierdzi, nawet okupiony śmiercią tysięcy bezbronnych.

    Wszystkie kapitalistyczne media i partie ręka w rękę chronią ten lukratywny biznes. Telegraph napisał o sprawie nie z humanitarnych zmartwień — a żeby lamentować, że za mało z tej broni jedzie na Ukrainę! Wszystkie partie, od lewa do prawa, biją w wojenne bębny, ryczą kakofonią wojennej histerii, walczą o to, kto bardziej wyciśnie ostatnie poty z robotników, ile procent PKB wyda na zbrojenia!

    Partia Razem składała interpelacje w tej sprawie, i bez wątpienia będzie z mównicy sejmowej potępiać ten handel. Ale moralne potępienie nie da tu nic. Żeby upewnić się, że polskie firmy nie dokładają ręki do zbrodni Izraela, potrzebne byłoby embargo na sprzedaż materiałów wojennych do Ameryki — chłodna logika kapitalistycznego rynku zawsze wygra nad reformistycznym oburzeniem.

    Jedyna siła zdolna do zatrzymania tego barbarzyństwa to zorganizowana klasa robotnicza. Włoscy robotnicy pokazali drogę naprzód, wzywając strajk generalny dla Palestyny. Ich bohaterski przykład zmusił kapitalistów do zatrzymania rzezi, mimo własnej woli. To samo mogą osiągnąć polscy robotnicy!

    Potrzebne jest dotarcie do pracowników zbrojeniówki, którzy na ten moment nie mają nawet ugodowych związków zawodowych obecnych w innych sektorach. To oni mają w swoich rękach siłę, aby zatrzymać produkcję materiałów dla Izraela. Już teraz musimy jednak podkreślić — nie osiągną tego akcje bezpośrednie, blokady z zewnątrz, moralne potępienie czy zrzucanie na nich winy za ludobójstwo.

    Kapitalizm jest w martwym punkcie. Jedyne co może nam zapewnić to kryzysy, ludobójstwa i katastrofę klimatyczną. Jedyną alternatywą do tego barbarzyństwa jest socjalizm!
    Dołącz do nas, walcz o rewolucję!
    Precz z podżegaczami wojennymi! Precz z imperializmem!
    Niech żyje międzynarodowa jedność robotników i uciskanych!

  • Rocznica rewolucji październikowej

    Rocznica rewolucji październikowej

    Dokładnie 108 lat temu odegrał się ostatni akt rewolucji rosyjskiej — obalono kapitalistyczny rząd tymczasowy, i ustanowiono rządy klasy robotniczej, zorganizowanej w radach. Rewolucja październikowa była epokowym wydarzeniem, bo po raz pierwszy klasa robotnicza nie tylko obaliła rządy bogactwa, ale wzięła władzę w swoje ręce i utrzymała ją. Dlatego wciąż pozostaje największą inspiracją dla wszystkich komunistów świata — namacalny dowód na to, że to, o co walczymy, jest osiągalne.

    Z tego powodu oczywiście burżuazja robi wszystko, żeby przeciągnąć rewolucję październikową przez błoto, zniszczyć to wstydliwe wspomnienie, które udowadnia, że kapitalizm nie jest nietykalny, że robotnicy mogą obalić go i zorganizować nowe społeczeństwo. Próba przedstawienia rewolucji jako „militarnego puczu” przeprowadzonego przez garstkę bolszewików jest zwyczajnie śmieszna. Żadna partia nie byłaby w stanie zdobyć, a co dopiero utrzymać, władzy, jeśli nie posiada społecznego zaplecza.

    Jeśli do przejęcia władzy starczy genialna konspiracja i trochę wojsk, czemu bolszewicy utrzymali się u władzy? Czemu reakcja nie zdobyła wtedy rządów? Dlatego że za bolszewikami gromnie stały masy robotników, chłopów i żołnierzy, które wolały zginąć niż pozwolić na powrót kapitalistów i caratu. Wielu spotkał ten los — dlatego, że klasy panujące nie mogły pogodzić się z wizją straty swoich przywilejów, i wolały rozpętać wojnę domową i wezwać do „ojczyzny” zagraniczne armie z całego świata.

    Rządy radzieckie, ustanowione dzięki rewolucji, były oparte na prawdziwej, demokratycznej władzy proletariatu. Jednak Rosja bez wsparcia z zewnątrz nie była w stanie rozwiązać problemu zacofania gospodarczego, braku edukacji i zniszczeń wojennych. Była zmuszona polegać na pozostałościach carskiego i kapitalistycznego aparatu — biurokratach, oficerach — którzy byli potrzebni do utrzymania kraju. Przez porażkę rewolucji światowej to te, najbardziej oportunistyczne i wrogie rewolucji elementy zyskały w państwie władzę, pod wodzą Stalina.

    Rewolucja rosyjska uległa degeneracji, a zbrodnie stalinizmu do dziś służą bogaczom jako sztandarowy argument przeciw socjalizmowi. Odrzucamy jego dziedzictwo, które doprowadziło do porażki światowej rewolucji i upadku ZSRR. Bronimy prawdziwego leninizmu, który utrzymał i rozwinął Lew Trocki.

    Rewolucja październikowa jest wielką inspiracją i skarbnicą lekcji dla marksistów. Jej fundamentalną lekcją jest natomiast to, że klasa robotnicza potrzebuje swojej partii aby obalić kapitalizm i stworzyć nowy system. Ta organizacja musi być oparta o teorię marksistowską — najpotężniejszy oręż w walce klasowej. W tę rocznicę wzywamy wszystkich, którzy chcą nowego świata, wolnego od barbarzyństwa i ubóstwa:

    Dołącz do nas!
    Buduj z nami siły marksizmu!

  • Kto zatrzymał wojnę w Gazie?

    Kto zatrzymał wojnę w Gazie?

    Opiewany przez całą „społeczność międzynarodową” plan pokoju autorstwa Donalda Trumpa miał zagwarantować pokój dla zszarganej wojną Palestyny. Ale poza tymi hipokrytami w pozycjach władzy, każdy widzi, że jest jedynie nieco mniej barbarzyńską wersją kolonializmu wspieranego od lat przez amerykę.

    Na miejsce wojsk palestyńskich i izraelskich miałyby wejść oświecone wojska „międzynarodowej społeczności”, które okupowałyby Gazę pod przywództwem rzeźnika Iraku Toniego Blaira, do nieokreślonej przyszłości, gdy w końcu zachód uzna, że palestyńczykom należy się państwo — ani dnia wcześniej.

    Wycofanie się Izraela zapewniło palestyńczykom ulgę, ale cały plan był gorzką pigułką do przełknięcia, i nie ma najmniejszej gwarancji, że rzeczywiście się utrzyma. Wręcz przeciwnie, wszystko wskazuje raczej na to, że będzie tylko chwilowym zawieszeniem broni.

    W każdej chwili izraelscy siepacze mogą wrócić do mordowania palestyńczyków, jeśli bilans sił pozwoli im na wznowienie rzezi. Równolegle, Izrael wzmocnił swoje naciski na mieszkańców Zachodniego Brzegu, gdzie setki są mordowane przez milicje osadników ze wsparciem policji i wojska. W Gazie, ludzie mogą cieszyć się tą chwiejną przerwą pod gołym niebem, wciąż bez jedzenia czy pomocy medycznej.

    Jednak samo zatrzymanie rzezi jest wielkim zwycięstwem. Nie zwycięstwem Trumpa, który od początku prezydentury wspierał rzeź Gazy — zwycięstwem robotników całego świata. Ruch strajkowy robotników włoskich — generalny, polityczny strajk w walce z imperializmem — przelał się za granicę do Hiszpanii, Francji, Grecji, i każdego dnia mógł przejść do ameryki. Tylko dlatego Trump desperacko musiał szukać sposobu na zakończenie ludobójstwa.

    Nie ważne jak bardzo próbować będą zachodni politycy, nie ma już powrotu do sytuacji sprzed strajku włoskich robotników. Klasa robotnicza poznała swoją siłę, i gdy tylko podżegacze wojenni znowu rzucą się na Gazę, walka wybuchnie ze zdwojoną siłą. Tylko ta klasa jest w stanie zwyciężyć dla Palestyny pokój i godną egzystencję.
    Jedyny „pokój” jaki kapitalizm może zapewnić palestyńczykom to krycie się wśród ruin, żyjąc z dostaw humanitarnych i modląc się, że bomby nie zaczną spadać na nowo. My, komuniści, mamy zamiar pociągnąć zbrodniarzy do sprawiedliwości, wywłaszczyć bogaczy, którzy z ludobójstwa robią fortuny, i za te zagrabione pieniądze odbudować Gazę i Zachodni Brzeg.

    Jeśli chcesz walczyć o obalenie kapitalizmu, imperializmu i budowę lepszego jutra — dołącz do nas!